Ścieżkami radości i smutków dobrej, kochanej, niezapomnianej mamusi
| < Sierpień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:
Drzewa genealogiczne
Kętrzyn
Korzeniowszczyzna
Mały Dwór (Biedaszki Małe)
Matejkiszki
Olsztyn
Radzewiczowie
Repatriacja
Rodzina w różnych regionach
Toruń
Wspomnienia o mamie
czwartek, 11 grudnia 2014
Korzeniowszczyzna - w 1927 r. przeniesiono z gminy Widze do gminy Dryświaty

139.
Rozporządzenie

Ministra Spraw Wewnętrznych z dnia 19 lutego 1927 r. o zniesieniu gminy wiejskiej Czeressa oraz o zmianie granic gmin wiejskich w powiecie brasławskim, województwie wileńskim.

§ 9.
z gminy Widze w powiecie bras/awskim wyłącza się wsie: Nestoryszki, Siestrzeńce, Korzeniowszczyzna, Łotoczki, Wojckieluny; Krzywieniszki, folwark Kłumdziszki, zaścianki: Lisiszki, Kieciszki, Czerniuszka, Kozłowskie.
Wymienione miejscowości włącza się do gminy Dryświaty w powiecie brasławskim.
sobota, 06 grudnia 2014
Helena Bejnar c. Jana i Heleny



Helena Bejnar c. Jana Bejnara i Heleny zd. Abramowska, zam. Szaszki gmina Dryświaty, ochrzczona w kościele w Gajdach w dniu 26 marca 1920 r. Rodzice chrzestni: Aleksander Kuncer i Telesfora Bejnar. Proboszczem w parafii Gajdy był w tamtym okresie ks. Juozapas Darguzas. Powyżej skan fragmentu księgi chrztu kościoła w Gajdach.

Informacje dodatkowe:
- Jan Bejnar s. Marcina ur. 1877 r.
- Helena Bejnar c. Piotra ur. 1888 r.
- Telesfora Bejnar c. Wincentego ur. 1898
- Aleksander Kuncer s. Kazimierza ur. 1897 r. 
wszyscy zam. Szaszki.
sobota, 12 stycznia 2013
Rodzina Szypiłło

1. Antoni Szypiłło + ?? Radzewicz
1.1. Maria Szypiłło ur. 1922 + ?? Romanowski
1.2. Stanisław Szypiłło (chirurg) ur. 29.12.1923 zm. 24.12.2002
      + Halina Urszula Siemianowska ur. 18.08.1927 zm.
      22.01.2012 oboje cm. Północny Warszawa
1.2.1. Maria Aleksandra Szypiłło ur. 8.10.1951 zm. 16.02.2008
         + Janusz Bogdan Wróblewski ur. 19.05.1955 zm.
         7.03.2006 oboje cm. Północny w Warszawie
1.2.1.1. Monika Maria Wróblewska ur. 1985 + (26.09.2009) 
            Marcin Krystian Bizewski
1.3. Teresa Szypiłło ur. 1933 + Mieczysław Żuromski ur. 1932
       zm. 2003
1.3.1. Kazimierz Żuromski ur. 1959 +
Klaudia
1.3.1.1.
Jerzy Żuromski ur. 1986
1.3.2. Antoni Żuromski ur. 1960   zm. 8.11.2010
1.3.3. Michał Żuromski ur. 22.05.1966 + Swietlana ur. 27.04.1971
1.3.3.1. Inesa Żuromska ur. 26.05.1997

Inesa Żuromska - Facebook

Nekrolog:
22 stycznia 2012 roku odeszła, przeżywszy 85 lat,

Halina Urszula Szypiłło

z domu Siemianowska
wdowa po Stanisławie Szypiłło, chirurgu

Urna z Prochami spocznie na Cmentarzu Północnym w Warszawie
27 stycznia 2012 roku o godzinie 12.30.

Szymon Siemianowski, bratanek


Imię lub nick : Monika M. Wróblewska, Data dodania : 2006-10-18
Witajcie!!!
Z tej strony wypowiada się "stara wyga" z przyjezdnych. Jeżdżę tam od 21 lat...czyli tyle ile mi jest dane żyć na tym świecie. Kontynuuję tradycję rodzinną...najpierw Babcia Halina Szypiłło od strony Mamy Marii A. Szypiłło-Wróblewskiej teraz ja Monika.
Praktycznie rzecz biorąc spędziłam tam całe wakacyjne dzieciństwo. Co roku padało pytanie : "Gdzie w tym roku?" odpowiedź już znacie : "Karwia". Uzależniłam się od tej miejscowości.
KARWIA JEST JAK NARKOTYK.
Gdzie mieszkałam w Karwi:
*u państwo Grubba na ul.12 Marca (tylko kurcze nie pamiętam numeru).
pozdrawiam p.Brygidę Grubba i jej synka Mirka i niech światełko świeci nad duszą p.Edwarda
*u księdza proboszcza Zygmunta Jankowskiego
*u siostry p. Brygidy Grubba
pozdrawiam jej synka Romka (pracuje jako policjant) i jego żonki.
*u państwa Danielewiczów na ul.12 Marca 17
pozdrawiam p.Stanisławę,Anię,Marcina,Rafała Danielewicz i Monikę i jej męża Marcina oraz ich synka Igorka.
Pozdrawiam również:
-Anię,Sławka i Oliwię,Papę,Parówę,Tomka,Pestkę(ech-niech będzie),Niuńka,Mareczka
Dominikę Miks (córka karwieńskiego "starego" ratownika),Egona,Sittona,Bizona,Renatę,Długiego,Przemo,Tiumę i wszystkich tych,którzy mnie znają!!!

Co jest super w Karwi??
*plaża (przepiękny piasek)-to jest atut tej miejscowości,
*impreski(choć repertuar każdej znasz na pamięć-to jest super)
Cooler= Żywiec= Heineken (pozdro dla DJ.Pawełka),
*"Złota Rybka",bar"Iwonka","Aleksander" (ale to tylko i wyłącznie na drinki).

Co jest okropne w Karwi?
*za dużo śmieci-powinna być ekipa sprzątająca co tydzień,
*trochę za duży ruch,
*i...to wszystko.

Pozdrawiam Cię Karwio i przepraszam, że w tym roku zagościłam tak krótko u Ciebie.W przyszłym roku obiecuję poprawę.
http://www.foto.karwia.pl/ksiega.php?start=800&limit=10

Imię Nazwisko Nazwisko rodowe Data urodzenia Data zgonu Cmentarz Kwatera Rząd Grób

Halina Szypiłło  Siemianowska 18-08-1927  22-01-2012 Północny S-IX-2 11 25   
 Stanisław Szypiłło
  29-12-1923   24-12-2002 Północny S-IX-2 11 25
Maria Szypiłło-Wróblewska Szypiłło 08-10-1951   16-02-2008 Północny S-IX-2 11 25

Stanisław, Halina i Maria Szypiłło oraz Janusz Wróblewski pochowani są
na Cmentarzu Północnym w Warszawie - kwatera S-IX-2, rząd 11, grób 25.

Grób rodziny Szypiłło na mapie Cmentarza Północnego w Warszawie


środa, 14 lipca 2010
WITAJCIE NA MOIM BLOGU!
Może w skrócie telegraficznym opowiem kim jestem.
24 latka
174 cm. wzrostu
85 kg. żywej wagi
córka Marii Aleksandry Szypiłło-Wróblewskiej i Janusza Bogdana Wróblewskiego
od 26.09.2009 - Szczęśliwa Mężatka
hobby: koty, kolekcjonowanie figurek z kotami i innych gadżetów, nowinki techniczne, gotowanie, a'la Nigella Lawson, kreatywne wymyślanie coraz to nowych rzeczy, wizaż.
języki: j.angielski-bardzo dobrze, j.niemiecki-podstawowy, j.rosyjski-zamierzam się nauczyć

i tak w bajecznie o mnie:
Była sobie Monika co się urodziła w Warszawie.
Był sobie Marcin co się urodził w Karwi...
Żyli sobie osobno...
On w tej Karwi...
Ona w tej Warszawie....
Ona co roku przyjeżdżała do Karwi na wakacje z Ś.P. Rodzicami...
Jeździła,jeździła i wyjeździła swoją prawdziwą spełnioną miłość...
Marcin i Monika...
Połączyła ich Przyjaźń i Zauroczenie...
Potem los ich rozłączył...
By następnie ich połączyła Wielka i Nieprzerywalna Miłość...
13 września 2008 wieczorną porą roku się zaręczyli...
Mieszkają sobie w tej Warszawie...
Kochają się baaaardzo....
26 września 2009 wzięli ślub konkordatowy w Karwi o godz.16.00
Planują ich wspólne do śmierci życie...
I tak bajka drogie dzieci będzie trwała,aż po wsze ich dni...........

oraz nie bajecznie:
kocham życie choć daje ostro w dupę
lubię Ciebie, dopóki mi nie wejdziesz na odcisk
uwielbiam konstruktywną krytykę, bo dzięki niej mogę się naprawiać i być lepszą sobą
nie lubię ludzi, którzy dostają wszystko od życia bo maja łatwiejszy start
nie chcę znać ludzi, którzy są pozerami i pijawkami
nienawidzę kiedy mi nie mówisz co o mnie myślisz prosto w twarz


Monika c. Marii A. Szypiłło-Wróblewskiej 
i Janusza B. Wróblewskiego

Z pozdrowieniami dla czytelników!!
http://blackkitty85.blogspot.com/2010/07/14072010.html

Monika M. Bizewska - na Facebooku

Monika M. Bizewska - nk



        Stanisław Szypiłło



      Maria A. Szypiłło-Wróblewska
       (córka Stanisława Szypiłło)          

Marcin K. Bizewski - Facebook


Statystyka: Liczby do nazwiska 'Szypiłło'
W Polsce jest 37 osób o nazwisku Szypiłło.
Zamieszkują oni w 12 różnych powiatach i miastach. Najwięcej zameldowanych jest w Giżycko ,a dokładnie 9.
Dalsze powiaty/miasta ze szczególnie dużą liczbą osób o tym nazwisku Góra (6), m. Suwałki (4), m. Olsztyn (4), Gdańsk (4), m. Wrocław (2), Sulęcin (2), Świebodzin (2), Słubice (1) i m. Poznań z liczbą wpisów 1.
http://www.moikrewni.pl/mapa/kompletny/szypi%25C5%2582%25C5%2582o.html


Ks. Kazimierz Szypiłło (1912-1943), ur. Rudzie, parafia Pelikany:
http://opsa.blog.onet.pl/2011/11/20/ks-kazimierz-szypilo-ur-rudzie-gm-opsa-1912-1943/



             
niedziela, 01 kwietnia 2012
Rodzina Żuromskich - Widze

1.?? Żuromski
1.1. Klemens Żuromski ur. 1861 zm. 1943
1.1.1. Józef Żuromski
1.1.2. Bolesław Żuromski + (1)?? + (2)??
1.1.2.a.1. Czesława Żuromska
1.1.2.b.2. Danuta Żuromska ? (nauczycielka w Widzach), ojciec zmarł (z zawodu budowlaniec)
Wg T.P.


Nagrobek Klemensa Żuromskiego (1861-1943) na cmentarzu w Gajlewszczyźnie

 Bolesław i Józef Żuromski byli bliskimi sąsiadami moich rodziców, a jedna z córek ( nie wiem którego z nich) wyszła za mąż za mojego brata ciotecznego i mieszkali nad J. Dryświaty po stronie Litwy (chyba w Gajdach). Natomiast będąc w Dworzyszcze w 2009 r. byłem na podwórku innej ich córki, która jest lekarzam i mieszka kilka km od Daugaupilsa w kierunku Litwy. Inny brat cioteczny, mieszkający na Litwie,  przyjaźni się z jej rodziną. Jadąc ze mną do Dworzyszcza odwiedził ich. Jeżeli interesują Pana szczegóły, mogę je zdobyć i przekazać Panu.
K.Ż.
środa, 08 lutego 2012
Rudzie i Wojckieluny w opisie parafii Pelikany z 1784 r.


Wg opisu parafii Pelikany z 1784 r.:
Rudzie
, księcia wojewody wileńskiego, pod zachodem letnim, ½ mili małej.

Wackielunyc , księcia biskupa wileńskiego, pod zachód letni, o 1 milę małą.

c Wojckieluny

Korzeniowszczyzna w opisie parafii Pelikany z 1794 r.

Wg opisu parafii Pelikany z 1784 r. :
Konarzewszczyznab , księcia biskupa wileńskiego, pod zachodem, o ½ mili.

b W Wizytacji dekanatu brasławskiego 1782-1783  występuje wieś
   Korzeniewszczyzna  należąca do bpa Massalskiego.

niedziela, 06 listopada 2011
Jan Rodziewicz - skarbnik brasławski przed 1714 r.

VIII. W Państwowym Archiwum Historycznym w Wilnie znaleziono wykaz urzędników Wielkiego Księstwa Litewskiego:

7.Jan Rodziewicz – skarbnik brasławski przed 1714.

http://www.rodziewicz1.republika.pl/hist.html

czwartek, 20 października 2011
Ks. Jan Michał Skardyński - proboszcz parafii Pelikany w latach 1928-1936

Ks. Jan Michał Skardyński urodził się w 1872 roku, został wyświęcony na kapłana w 1900 r., pracował w następujących parafiach:
1902-1906 - filial. parafia Przyjaźń w dekanacie Święciany
1906-1907 - administrator parafii Widzieniszki d. Giedrojcie
1907-1910 - administrator w parafii Łużki w dekanacie Wiszniew
1910-1911 - wikary w parafii Nacza d. Raduń
1911-1912 - wikary w parafii Raduń
1912-1913 - wikary w parafii Twerecz w dekanacie Święciany
1913-1920? - administrator w parafii Surwiliszki dekanat Wiszniew
1927-1928 - proboszcz w Kozaczyźnie
1928-1936 - proboszcz w Pelikanach, (w 1936 r. emeryt w tej parafii, przekazał
                  obowiązki proboszcza następcy ks. Janowi Rudzińskiemu)

1936-1939 - rektor parafii Urbany k. Brasławia.

Przypuszczalnie w dniu 20 lutego 1936 r. udzielał ślubu moim rodzicom w kościele w Pelikanach.

Fakty z posługi ks. Jana Michała Skardyńskiego w Pelikanach /na podst. relacji mamy Heleny G./
   Gdy był odpust w Pelikanach, zjeżdżało się furmankami sporo księży. Gdy trwało czterdziestogodzinne nabożeństwo kościół był otwarty dla wiernych cały czas przez trzy dni. Odprawiano jednocześnie trzy ciche Msze św., każdą przy innym ołtarzu. Inni księża spowiadali. Przenajświętszy Sakrament był wystawiony od świtu do późnego wieczora. Dorośli, dzieci, a także zakonnice świeckie- tercjarki cały czas adorowali Przenajświętszy Sakrament.
Księża po Mszy św. szli na plebanię na uroczysty obiad, odpoczywali, grali w brydża, szachy, niektórzy szli do kościoła spowiadać. I tak było przez trzy dni.
Raz ksiądz Skardyński, który lubił alkohol, chyba przebrał miarę, bo gdy zbierał na tacę na cmentarzu w pewnym momencie złapał w objęcia jakąś kobietę (która urodą wcale nie grzeszyła) i zaczął ją obcałowywać na oczach wszystkich parafian. Zakrystian, zawsze towarzyszący księdzu podczas zbierania na tacę, pobiegł do kościoła po pomoc. Dwaj księża wybiegli z kościoła i szybko odciągnęli księdza Skardyńskiego od zapeszonej kobiety i poprowadzili na plebanię.

W związku z tym, że odprawiano jednocześnie trzy Msze św., w kościele często było słychać dzwonki. Nawet ułożono anegdotę, że raz jedna kobieta słysząc dzwonki i przy jednym ołtarzu bocznym, i przy drugim, uklękła na środku kościoła bokiem do ołtarza głównego i biła się jedną ręką w piersi, a drugą w plecy, powtarzając: ‘Boże bądź miłościw, Boże bądź miłościw i z tyłu, i z przodu’. Chciała w ten sposób uczestniczyć w obu Mszach św. na raz.

Po kościele często biegały myszy. Raz jeden żartowniś podrapał klęczącą, owiniętą w wełnianą chustę kobietę, tak jakby to mysz wdrapywała się jej na plecy. Wystraszona kobieta zerwała się na równe nogi, zrzuciła z siebie chustę i zaczęła ją trzepać, bojąc się myszy.

Ksiądz Skardyński był pierwszym księdzem, jakiego zapamiętała mama ze swego dzieciństwa. A ze wspomnień jej starszej siostry wiem, że przed nim był ksiądz Malinowski. Ksiądz Skardyński był już w podeszłym wieku. Miał słabość do alkoholu, choć to wcale nie oznacza, że chodził pijany. Po prostu- w trakcie jakiejś gościny, przy zastawionym stole- nie wylewał za kołnierz. Ale nie robił z siebie widowiska. Wszystko było pod kontrolą.
Dziadek Alfons Czechowicz- ojciec mojej mamy- całymi dniami przesiadywał na plebani a i księża też często odwiedzali Czechowiczów. Grali wtedy w szachy, w karty. Więc co roku na zakończenie kolędy dziadek urządzał przyjęcie. A po kolędzie nie jeździł sam ksiądz. Oprócz niego był organista i zakrystian. Każdy z nich do swoich sań zbierał kolędę dla siebie- przeważnie były to płody rolne: zboże, ziemniaki, len, wełna itp., co kto mógł ofiarować. Ksiądz jeździł w małych saneczkach, oczywiście z furmanem, a do zbierania kolędy dla księdza służyły duże sanie.
Zakrystian zazwyczaj zostawał w kuchni, a ksiądz z organistą wchodzili na pokoje z głośnym śpiewem, ksiądz święcił cały dom. No i, po tej oficjalnej części i po modlitwie, zasiadano do stołu. Mama pamięta, że ksiądz Skardyński zawsze wzbraniał się od alkoholu. Gdy dziadek polewał wódkę, ksiądz zasłaniał ręką kieliszek mówiąc: ‘Panie Czechowicz! Dość, dość, dość, dość!’. Ale palce trzymał tak rozcapierzone, żeby dziadek mógł nalać do pełna. Aż wreszcie, kiedy kieliszek był napełniony po brzegi, z ust księdza wymykało się ostatnie ‘dość’, tym razem wypowiedziane z mocnym naciskiem i jakby zadowoleniem w głosie.
W czasie wojny i po jej zakończeniu organista i zakrystian nie towarzyszyli już księdzu w trakcie kolędy. Kolędę dla siebie zbierali na jesieni po wykopkach.
Dawniej kancelarię parafialną prowadził organista, a zakrystian, oprócz opiekowania się kościołem, usługiwał księdzu jako furman, gdy ten musiał gdzieś jechać.

W Pelikanach żyła uboga kobieta, której przez wiele lat dzieci ciągle umierały. Jakimś cudem udało się tej kobiecie wychować jedną córkę. Kobieta ta ciężko zachorowała. Gdy przyszedł ksiądz z Ostatnim Namaszczeniem, poprosiła go, aby on zaopiekował się jej dzieckiem po jej śmierci. Mąż był pijakiem, za coś siedział w więzieniu, nie mogła na niego liczyć. Ksiądz Skardyński spełnił prośbę umierającej kobiety. Jego podopieczna miała na imię Irka, była starsza od mojej mamy o dwa lata. Ksiądz i jego gospodyni otoczyli Irkę troskliwą opieką. Gospodyni Olesia bardzo przywiązała się do dziewczynki i pokochała ją jak własną córkę. Irka w rozmowie z ludźmi nazywała Olesię opiekunką. Olesia była Litwinką, a i ksiądz Skardyński ponoć wywodził się z Litwinów. W okolicy mieszkało dużo Litwinów. Chcieli oni, aby w pelikańskim kościele powstała litewska chorągiew. Polacy ostro protestowali, jeździli do biskupa ze skargami, ale chorągiew jednak powstała. Na jednej z jej stron był, jak to mama mówi: święty Kaźmierz. Tę chorągiew nosiły Litwinki w czasie procesji. Ubrane były w seledynowe sukienki.
Gospodyni księdza nie była lubiana przez parafian przez to, że bardzo źle traktowała ludzi, którzy przychodzili na plebanię. Krzyczała na nich, żeby nie opierali się o ścianę, bo ją brudzą. A ludzie nieraz przemierzali wiele kilometrów w słotę lub zawieję, bo nie było mowy, żeby ktoś opuścił niedzielną Mszę św. z powodu złej pogody. Przychodzili więc na plebanię do kuchni, żeby się ogrzać, przewinąć dziecko lub nakarmić. A tu spotykało ich takie opryskliwe traktowanie. Wkrótce ksiądz Skardyński zaczął głosić po dwa kazania- jedno po polsku a drugie po litewsku. I te dwie sprawy- nielubiana gospodyni i kazania w języku litewskim- spowodowały znowu falę protestów. Znowu parafianie zaczęli jeździć ze skargami do biskupa. No i przeniesiono księdza do innej parafii, niezbyt daleko, bo często przyjeżdżał na odpusty.
Po jakimś czasie ksiądz Skardyński zmarł. Uzbierał dla Irki pieniądze dla zabezpieczenia jej przyszłości. Opiekę nad tymi pieniędzmi powierzył Olesi. Olesia po śmierci księdza związała się z tamtejszym organistą. Wyłudził on podstępnie pieniądze od łatwowiernej Olesi (pewnie obiecując małżeństwo). A potem, gdy już wyciągnął pieniądze, wygnał Olesię i Irkę ze swego domu. Po wybuchu wojny w 1939 roku Olesia z Irką wróciły do Pelikan i zamieszkały w domu organisty, który był chyba jakimś krewnym Olesi. Kobiety nie miały żadnych środków do życia. Wynajmowały się do pracy za kawałek chleba. Ale czasem był ‘martwy sezon’. Wtedy Olesia chodziła po prośbie. Często przychodziła do Czechowiczów. Mówiła do babci:  ‘Pani Czechowiczowa, daj pani trochę mleka dla mojej Irki. Irka tak chce mleka’.
Dostawała od babci mleko, chleb, kawałek słoniny.


piątek, 26 sierpnia 2011
Parafia w Pelikanach


Пеліканы — парафія Св. Апостала Якуба
Віцебская дыяцэзія
Пеліканы — касцёл св. Апостала Якуба

Адрас:
в. Пеліканы
Браслаўскі р-н
Віцебская вобл.
Рэспубліка Беларусь
211999

Тэл. +375 2153 51 5 62

Расклад набажэнстваў (магчымы змены)  
  • Св. Імша ў нядзелю і святы — 13.00
  • Св. Імша ў будні —17.30 (пн, сер, пятн), 07.30 (аўт, чацв, суб) 
Адпусты: свята святога Якуба – 25 ліпеня; успамін святога Юрыя – 23 красавіка; свята святога Казіміра – 4 сакавіка.

З гісторыі парафіі

Неагатычны касцёл у Пеліканах пад тытулам св. Апостала Якуба пабудаваны з цэглы ў 1907 г. Мае памеры 18х35 м. Пасля вайны святыню адабралі ў вернікаў і ў 1949–1990 гг. прызначылі спачатку пад склад збожжа, пасля пад склад штучных угнаенняў, свінарнік, а ўрэшце – пад гаражы. І ўсе ж касцёл быў ў 1990–1994 гг. адбудаваны. Рэкансэкраваны 29 чэрвеня 1994 г. кардыналам Казімірам Свёнткам.

На тэрыторыі парафіі ў Пеліканах знаходзяцца яшчэ чатыры сакральныя пункты:

– Ясенішкі (10 км ад Пеліканаў) – капліца св. Ядвігі Сілезскай. Пабудавана ў 1935 г., адрамантаваная. Цяпер знаходзіцца ў вельмі добрым стане. Пакрыта бляхаю.

Латошкі (17 км ад Пеліканаў) – капліца Божай Міласэрнасці. Дом ператвораны ў капліцу.

– Шалакундзі (8 км ад Пеліканаў) – капліца Добрага Злачынцы. Драўляная, новая, у вельмі добрым стане.

– Місянцы – капліца на могілках (пабудавана пасля 1990 г.).

На паўднёвай ускраіне в. Пеліканы (Мілюнцы) захавалася ў добрым стане прысядзібная капліца мяжы 19-20 ст. Наверсе капліцы ўсталяваны каталіцкі крыж.
http://catholic.by/2/belarus/dioceses/vitebsk/100951.html

niedziela, 27 lutego 2011
Drzewo genealogiczne Żuromskich (męża Anny Radzewicz)



Genealogia rodziny Żuromskich

1. Wincenty Żuromski

1.1. Kazimierz Żuromski ur. 1898 zm. 4.03.1943 + (1927) Anna Radzewicz ur.
       10.01.1909 zm. 9.01.2003

1.1.1. Regina Żuromska ur. 14.04.1928

1.1.2. Jan Żuromski ur. 1929 zm. 2003 + Волкова Maria Ильинична
           (1927 – 1990)

1.1.2.1. Jan Żuromski ur. 1958 + Пиворович Теня Ивановна (1958)

1.1.2.1.1. ?? Żuromski

1.1.2.2. Nikolaj Żuromski ur. 1960

1.1.2.2.1. ?? Żuromski

1.1.3. Henryk Żuromski ur. 02.04.1931 zm. 31.05.1999 + Władysława
          Żełobowska ur.1933

1.1.3.1. Czesława Żuromska ur. 05.07.1957

1.1.3.2. Olga Żuromska ur. 1958

1.1.3.3. Roman Żuromski ur. 1960 + Aleksandra (1957)

1.1.3.3.1. Henryk Żuromski ur. 1990

1.1.3.4. Zenon Żuromski ur. 1961 + Olga Morozowa

1.1.3.4.1. Barbara Żuromska ur. 1989

1.1.4. Mieczysław Żuromski ur. 1932  zm. 2003 + Teresa Szypiłło
          ur. 1933 
c. Antoniego

1.1.4.1. Kazimierz Żuromski ur. 1959 + Klaudia

1.1.4.1.1. Jerzy Żuromski ur. 1986

1.1.4.2. Antoni Żuromski ur. 1960  zm. 8.11.2010

1.1.4.3. Michał Żuromski ur. 22.05.1966 + Swietlana ur. 27.04.1971

1.1.4.3.1. Inesa Żuromska ur. 26.05.1997

1.1.5. Maria Żuromska ur. 05.08.1934

 

Lachowie - rodzina Marii Żuromskiej po mężu (zdjęcia) i drzewo genealogiczne

Na poniższym zdjęciu wykonanym w Babaszkach gm. Plusy, pow. brasławski: pierwszy od lewej Michał Lach ur. 1889 r., zm. 1976 r., pierwszy z prawej jego syn Mieczysław ur. 1920 r., zm. ? 

Na zdjęciu poniżej wykonanym we Władywostoku (Rosja) około 1910-1917 r.: w najwyższym rzędzie stoi (pierwszy z lewej) Michał Lach r. 1889, w drugim rzędzie stoi (drugi z lewej) jego brat Konstantyn Lach.




Genealogia rodziny Lach

1.

1.1. Jan Lach

1.1.1. Michał Lach ur. 1889 zm. 1976 + Magdałena Czernomorda
         ur
. 1900 zm. 1971

1.1.1.1. Mieczysław Lach ur. 1920 zm. ? + Wanda

1.1.1.1.1. Jan Lach ur. 1954

1.1.1.1.1.1. Юстына Lach

1.1.1.2. Jan Lach ur. 26.05.1931 zm. 29.01.2001 + (12.07.1955)
            
Maria Żuromska  ur. 05.08.1934

1.1.1.2.1. Oleg Lach ur. 04.08.1958 + Swietlana Ruckowa ur.
                23.07.1948

1.1.1.2.1.1. Swietlana Lach ur. 28.10.1978

1.1.1.2.1.2. Olesia Lach ur. 30.09.19821.

1.1.1.2.2. Igor Lach ur. 28.12.1964 (1986) + Alla Abramowa ur
                06.10.1965

1.1.1.2.2.1. Robert Lach ur. 05.02.1990

1.1.1.3. Alejza Lach ur. 09.12.1936 zm. 01.08.2001 + Бабрыс
             Walentyna Донатовна ur. 1930

1.1.1.3.1. Vladimir Lach ur. 1970 + Natalia

1.1.1.3.1.1. Aleksandra Lach

1.1.2 Iosif Lach + Helena Czernomorda

1.1.2.1. Jan Lach 1946 + Мурашко Modesta Игнатьевна

1.1.2.1.1. Irena Lach

1.1.3. Tadeusz Lach + ??

1.1.3.1. Zenaida Lach

1.1.4. Anton Lach + Maria

1.1.4.1. Edward Lach + Maria

1.1.4.1.1. Jadwiga Lach

1.1.4.1.2. Maria Lach

1.1.4.2. Anton Lach + Polina

1.1.4.2.1. ??

1.1.4.2.2. ??

1.1.5. Konstantyn Lach + Maria

1.1.5.1. Józef Lach (1925)

1.1.5.2. Stanisława Lach

1.1.5.3. Mieczysław Lach

1.1.5.4. Roman Lach + Wiara

1.1.5.4.1. Sergiusz Lach

1.1.5.5. Jan Lach + Halina

1.1.5.5.1. ??

1.1.5.5.2. ??

1.1.5.5.3. ??

1.1.5.5.4. ??

1.1.5.5.5. ??

1.1.5.6. Lach Томаш + Станислава

1.1.5.7. Franciszak Lach

1.1.5.8. Anna Lach

1.1.5.9. Maria Lach

1.1.5.10. Lach Леонид

1.2. ??

1.2.1. Mieczysław Lach

 

niedziela, 09 stycznia 2011
środa, 15 grudnia 2010
Rodzinne dokumenty, w tym metryki urodzenia z parafii Pelikany

Metryka urodzenia wujka ur. w 1903 r. w Łotoczkach została wydana przez proboszcza pelikańskiego ks. Stanisława Bohatkiewicza w 1944 r.


Akt urodzenia cioci ur. 1922 r. w Korzeniowszczyźnie wydany przez proboszcza w Pelikanach ks. Stanisława Bohatkiewicza w 1941 r.


Dokument ustalający treść aktu urodzenia wujka ur. 1917 r. w Macelanach w parafii Dryświaty

Orzeczenie lekarskie dot. przyczyny śmierci Olka z 1948 r.

niedziela, 28 listopada 2010
Ks. Jan Michał Skardyński - proboszcz pelikański w latach 1928-1936 i 1938/1939
 
Ks. Jan Michał Skardyński urodził się w 1872 r., wyświęcony na kapłana w 1900 r.  W okresie 1912 do maja 1913 r. był wikariuszem w parafii Twerecz. W latach 1913 -1920 r. był administratorem w Surwiliszkach dekanat Wiszniew po ks. proboszczu Janie Skrodzis, zwolnionym z posady na własną prośbę. W okresie 1927-1928 był proboszczem w Kozaczyźnie. W latach 1928-1936 r. był  proboszczem w Pelikanach (w 1936 był ks. emerytem w Pelikanach). Przypuszczalnie ks. ten udzielał ślubu mojej mamie i tacie w kościele w Pelikanach w dniu 20.02.1936 r. Przekazał obowiązki następcy ks. Janowi Rudzińskiemu. W latach 1936-1939 r. był rektorem kościoła w Urbanach k. Brasławia.
eo

   Gdy był odpust w Pelikanach, zjeżdżało się furmankami sporo księży. Gdy trwało czterdziestogodzinne nabożeństwo kościół był otwarty dla wiernych cały czas przez trzy dni. Odprawiano jednocześnie trzy ciche Msze św., każdą przy innym ołtarzu. Inni księża spowiadali. Przenajświętszy Sakrament był wystawiony od świtu do późnego wieczora. Dorośli, dzieci, a także zakonnice świeckie- tercjarki cały czas adorowali Przenajświętszy Sakrament.
Księża po Mszy św. szli na plebanię na uroczysty obiad, odpoczywali, grali w brydża, szachy, niektórzy szli do kościoła spowiadać. I tak było przez trzy dni.
   Raz ksiądz Skardyński, który lubił alkohol, chyba przebrał miarę, bo gdy zbierał na tacę na cmentarzu w pewnym momencie złapał w objęcia jakąś kobietę (która urodą wcale nie grzeszyła) i zaczął ją obcałowywać na oczach wszystkich parafian. Zakrystian, zawsze towarzyszący księdzu podczas zbierania na tacę, pobiegł do kościoła po pomoc. Dwaj księża wybiegli z kościoła i szybko odciągnęli księdza Skardyńskiego od zapeszonej kobiety i poprowadzili na plebanię.
   Ksiądz Skardyński był pierwszym księdzem, jakiego zapamiętała mama ze swego dzieciństwa. Ksiądz Skardyński był już w podeszłym wieku. Miał słabość do alkoholu, choć to wcale nie oznacza, że chodził pijany. Po prostu- w trakcie jakiejś gościny, przy zastawionym stole- nie wylewał za kołnierz. Ale nie robił z siebie widowiska. Wszystko było pod kontrolą.
   Dziadek Alfons Czechowicz - ojciec mojej mamy- całymi dniami przesiadywał na plebani a i księża też często odwiedzali Czechowiczów. Grali wtedy w szachy, w karty. Więc co roku na zakończenie kolędy dziadek urządzał przyjęcie. A po kolędzie nie jeździł sam ksiądz. Oprócz niego był organista i zakrystian. Każdy z nich do swoich sań zbierał kolędę dla siebie- przeważnie były to płody rolne: zboże, ziemniaki, len, wełna itp., co kto mógł ofiarować. Ksiądz jeździł w małych saneczkach, oczywiście z furmanem, a do zbierania kolędy dla księdza służyły duże sanie.
Zakrystian zazwyczaj zostawał w kuchni, a ksiądz z organistą wchodzili na pokoje z głośnym śpiewem, ksiądz święcił cały dom. No i, po tej oficjalnej części i po modlitwie, zasiadano do stołu. Mama pamięta, że ksiądz Skardyński zawsze wzbraniał się od alkoholu. Gdy dziadek polewał wódkę, ksiądz zasłaniał ręką kieliszek mówiąc: ‘Panie Czechowicz! Dość, dość, dość, dość!’. Ale palce trzymał tak rozcapierzone, żeby dziadek mógł nalać do pełna. Aż wreszcie, kiedy kieliszek był napełniony po brzegi, z ust księdza wymykało się ostatnie ‘dość’, tym razem wypowiedziane z mocnym naciskiem i jakby zadowoleniem w głosie.
   W Pelikanach żyła uboga kobieta, której przez wiele lat dzieci ciągle umierały. Jakimś cudem udało się tej kobiecie wychować jedną córkę. Kobieta ta ciężko zachorowała. Gdy przyszedł ksiądz Skardyński z Ostatnim Namaszczeniem, poprosiła go, aby on zaopiekował się jej dzieckiem po jej śmierci. Mąż był pijakiem, za coś siedział w więzieniu, nie mogła na niego liczyć. Ksiądz spełnił prośbę umierającej kobiety. Jego podopieczna miała na imię Irka, była starsza od mojej mamy o dwa lata. Ksiądz i jego gospodyni otoczyli Irkę troskliwą opieką. Gospodyni Olesia bardzo przywiązała się do dziewczynki i pokochała ją jak własną córkę. Irka w rozmowie z ludźmi nazywała Olesię opiekunką. Olesia była Litwinką, a i ksiądz Skardyński ponoć wywodził się z Litwinów. W okolicy mieszkało dużo Litwinów. Chcieli oni, aby w pelikańskim kościele powstała litewska chorągiew. Polacy ostro protestowali, jeździli do biskupa ze skargami, ale chorągiew jednak powstała. Na jednej z jej stron był, jak to mama mówi: święty Kaźmierz. Tę chorągiew nosiły Litwinki w czasie procesji. Ubrane były w seledynowe sukienki.
   Gospodyni księdza nie była lubiana przez parafian przez to, że bardzo źle traktowała ludzi, którzy przychodzili na plebanię. Krzyczała na nich, żeby nie opierali się o ścianę, bo ją brudzą. A ludzie nieraz przemierzali wiele kilometrów w słotę lub zawieję, bo nie było mowy, żeby ktoś opuścił niedzielną Mszę św. z powodu złej pogody. Przychodzili więc na plebanię do kuchni, żeby się ogrzać, przewinąć dziecko lub nakarmić. A tu spotykało ich takie opryskliwe traktowanie. Wkrótce ksiądz Skardyński zaczął głosić po dwa kazania - jedno po polsku a drugie po litewsku. I te dwie sprawy - nielubiana gospodyni i kazania w języku litewskim - spowodowały znowu falę protestów. Znowu parafianie zaczęli jeździć ze skargami do biskupa. No i przeniesiono księdza do innej parafii (Urbany), niezbyt daleko, bo często przyjeżdżał na odpusty.
   Po jakimś czasie ksiądz Skardyński zmarł. Uzbierał dla Irki pieniądze dla zabezpieczenia jej przyszłości. Opiekę nad tymi pieniędzmi powierzył Olesi. Olesia po śmierci księdza związała się z tamtejszym organistą. Wyłudził on podstępnie pieniądze od łatwowiernej Olesi (pewnie obiecując małżeństwo). A potem, gdy już wyciągnął pieniądze, wygnał Olesię i Irkę ze swego domu. Po wybuchu wojny w 1939 roku Olesia z Irką wróciły do Pelikan i zamieszkały w domu organisty, który był chyba jakimś krewnym Olesi. Kobiety nie miały żadnych środków do życia. Wynajmowały się do pracy za kawałek chleba. Ale czasem był ‘martwy sezon’. Wtedy Olesia chodziła po prośbie. Często przychodziła do Czechowiczów. Mówiła do babci:  ‘Pani Czechowiczowa, daj pani trochę mleka dla mojej Irki. Irka tak chce mleka’. Dostawała od babci mleko, chleb, kawałek słoniny.
   Po księdzu Skardyńskim przyszedł na parafię ksiądz Bolesław Zabłudowski.


Ze wspomnień Ireny Matowicz zd. Czechowicz
sobota, 06 marca 2010
Korzeniowszczyzna - mapy


Mapa z 1932 r.





Mapa z 1983/1984

piątek, 05 lutego 2010
Siostra mojej mamy



Urszula Szapałowska (Kupeć) c. Władysławy
zd.Bejnar - połowa lat 50. XX w. (Korzeniowszczyzna)

środa, 13 stycznia 2010
Szapałowscy na cmentarzu pelikańskim
piątek, 08 maja 2009
Korzeniowszczyzna w spisie powszechnym z 1870 r.


Spis powszechny majątków i własności ziemskiej Guberni Kowieńskiej z 1870 r.
http://www.ketrzyn.mm.pl/~wwmkiewicz/ws/biblioteka/zbior/maj_kowno.djvu



Korzeniowszczyzna  
w spisie z 1870 r.

   Powiat,
   nr obwodu

   i gmina

Nazwa osad
i społeczności

     Nazwisko właściciela

Ilość osób        po  ustawowym
spisywaniu

Ilość upraw
chłopskich

 

 

Na jakiej powinności (warunki) włościanie (chłopi)

   

                                         Notatki

Nowoaleksan-drowski powiat
2. obwód
3. widzka gmina
(s. 209)

2. społeczność
Leoniszki
1. osada
 Łotoczki  i Korzeniowszczyzna

 

 
Jan Pizani

     

 
     
18

    133

wg wewnętrznych płatności

 

poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Remont kościoła w Pelikanach - wspomnienia K. Baczkowskiej (cz. I)


Krysia Baczkowska przesłała mi nowe materiały dotyczące swoich pobytów w

Pelikanach. Była naocznym świadkiem remontu zniszczonego kościoła 

pelikańskiego. Wyraziła zgodę na umieszczenie jej wspomnień w internecie.

Oto te wspomnienia:
H.G.

 

Aktualne wspomnienia z Brasławszczyzny

1.Zasłyszane.

               Wraz ze słowem pierestrojka do wsi Pelikany, co leży na

Białorusi w powiecie Brasławskim, dotarły słuchy, że będą zwracać wiernym kościoły. 

Starsi parafianie pamiętający czasy „kościoła żywego” 

zaczęli uważnie nasłuchiwać. I oto pewnego dnia przyjechał do wsi 

brasławski ksiądz. Do pierwszej napotkanej osoby powiedział, że chce 

rozmawiać w sprawie kościoła. Szybko zebrała się grupka 

zainteresowanych, którym dokładnie przedstawił cel przyjazdu: jeżeli 

chcecie, to starajcie się o pozwolenie na otwarcie kościoła, będę 

przyjeżdżać do was w każdą niedzielę, godzina nabożeństwa do ustalenia. 

Podpowiedział, gdzie należy skierować pierwsze kroki.

Znaleźli się chętni do działania: pisali, jeździli, rozmawiali, 

Przekonywali „I oto nadszedł szczęśliwy dzień „ zarząd 

kołchozu przekazał klucze.

Po otwarciu uświadomili sobie, jaki ogrom pracy ich czeka: ściany 

zawilgocone, dach przecieka, poodpadane tynki, dziury w suficie, szyby 

powybijane, szkielety ołtarzy, stosy śmieci. Tylko ptactwo tutaj czuło 

się dobrze. Jednak należy zauważyć, że kościół zachował się w lepszym 

stanie jak np. sąsiedni w Widzach. A to dzięki temu, że przez długie 

lata pełnił rolę magazynu zbożowego, a kiedy dach zaczął przeciekać 

coraz mocniej, już kołchozowi nie był potrzebny. Sił fizycznych nie 

szczędzili. Nawet i kołchoz pomagał, wypożyczył traktor z przyczepą do 

wywozu śmieci. Priedsiedatiel kołchozu przymykał oczy na nieobecnych w 

pracy, wiedział gdzie pracują.

Najważniejszą sprawą jednak był dach. Ofiar pieniężnych nie szczędzili. 

Ale pieniądze to jeszcze nie wszystko w czasach, kiedy towary deficytowe 

są na przydział, a do takich należała blacha. Załatwili. Materiał 

odbierali bezpośrednio z pociągu w Drui. I tym razem transport był z 

kołchozu.

Upłynął pewien okres czasu i oto kościół przykrywa nowy dach, w oknach 

nowe skromne witraże, prowizorycznie podłączono prąd. Wnętrze nadal jest 

w opłakanym stanie, ale już odbywają się nabożeństwa.

Zgodnie z obietnicą - w każdą niedzielę przyjeżdża z Brasławia ksiądz 

Kisiel.

  

Wszystko, co napisałam, wiem z opowiadań parafian, a co niżej, to są 

moje własne spostrzeżenia.

Remont kościoła w Pelikanach - wspomnienia K. Baczkowskiej (cz. II)


2.Moje pierwsze spostrzeżenia.

        Odwiedziłam Pelikany latem 1991 roku. Pierwsze kroki skierowałam

do kościoła. Drzwi szeroko otwarte, jak się później dowiedziałam, aby 

ściany schły. Wewnątrz deski, piach, worki cementu, wiadra, skrzynie, 

przewody elektryczne, w przedniej części kościoła rusztowanie, o ścianę 

oparte jakieś obrazy - rozpoznaję stacje drogi krzyżowej. Kilku 

robotników pochylonych nad prowizorycznym stołem coś mierzy, omawia. 

Mówię „dzień dobry” i pytam czy mogę obejrzeć wnętrze 

dokładniej. Kiwnięciem głowy odpowiadają „tak” i nie 

zwracają na mnie uwagi. Ponieważ jestem dawną parafianką, to wydaje mi 

się, że mam prawo zajrzeć w każdą szparkę. Zaglądam do zakrystii. Na 

ścianie wiszą szaty liturgiczne. Dotykam, czuję, ze są wilgotne. Na 

szafce leży kilka książek. Otwieram jedną z nich, czytam dedykację 

napisaną ręką księdza Stanisława Bohatkiewicza. Odwiedzał swój kościół w 

1990 roku. Po nowych krętych schodach wchodzę na pięterko. Pusto, 

czysto. W zakrystii po lewej stronie bałagan. Wchodzę na chór. Pusto, 

organów nie ma. Wspinam się po schodach wyżej, ale nie dotarłam na wieżę 

do dzwonu. Odnoszę wrażenie, że nadgniłe i spróchniałe załamią się. (A 

pan Czesław i dziś tam wchodzi, aby dzwonić).

          Na takie wnętrze codziennie spogląda z głównego ołtarza Matka

Boska Pelikańska - tak parafianie mówią na obraz, który przechowywali 

pod strachem przez długie lata. Tak jak i dawniej na ołtarzu stoją 

figury świętych, które wróciły na swoje miejsce z kościoła w Dalekich. 

Ołtarz główny zachował się w najlepszym stanie. Ołtarze boczne są w 

ruinie, szczególnie ten z lewej strony.

          Następnego dnia jest niedziela. Rano ponownie zaglądam do

kościoła. Ci sami robotnicy znowu coś robią. 2 godziny przed nabożeństwem nastąpi 

zmiana warty: przyjdą kobiety, trochę posprzątają, wyprasują zawilgocone 

szaty; a po południu znowu przyjdą robotnicy.

          Przyjeżdża ksiądz i o godz. 13:00 rozpoczyna się nabożeństwo.

Ludzi sporo. Całą mszę płaczę, nie mogę pohamować łez radości i żalu. Przecież 

tutaj byłam ochrzczona, mgliście przypominam dzieciństwo, kiedy 

przychodziłam tutaj z mamą. Przed ołtarzem głównym klęczy kobieta i 

głośno płacze. Jej płacz przechodzi w łkanie. Domyślam się później, że 

zapewne była to również dawna parafianka, a obecnie mieszkanka Łotwy. 

(Przed kościołem stały dwa samochody z rejestracją łotewską). W tym roku 

granice jeszcze nie obowiązywały.

Remont kościoła w Pelikanach - wspomnienia K. Baczkowskiej (cz. III)


3.Kolejne odwiedziny.

          Kiedy odwiedzałam Pelikany w następnym roku od niejednej osoby

słyszałam „już mamy swego księdza”. Jest nim młody ksiądz Alfred 

Piechota, przybysz z Polski. Również w tym samym roku spotkałam trzech 

seminarzystów - praktykantów. Widocznie nie najgorzej czuli się na 

ziemi brasławskiej, skoro jeden z nich powrócił na Białoruś i obecnie 

pracuje w Dalekich.

           Latem 1993 roku w kościele było malowanie przed przyszłoroczną

konsekracją. Ołtarz główny od góry do dołu pokrywa folia. Na moje 

pytanie, „skąd macie tyle folii” pada odpowiedź 

„priedsiedatiel pożyczył”. Podłogę grubą warstwą pokrywają 

wiórki - też z kołchozowego tartaku. Jeszcze nigdy tak miękko nie 

klęczałam w kościele. Kiedy rozmawiałam z mieszkańcami wsi, mówili, że 

priedsiedatiel dużo pomaga, „żeby nie on, nie dalibyśmy 

rady”. Zapewne i ksiądz Alfred myśli podobnie, bo kiedy w 1994 

roku było wyświęcenie kościoła, to na uroczysty obiad został zaproszony 

i priedsiedatiel - pan Sakowski, wraz z żoną.

           Konsekracja kościoła odbyła się 29 czerwca 1994 roku z udziałem

księdza kardynała K. Świątka. Cały tydzień parafia żyła mającą się odbyć 

uroczystością. Trwało generalne sprzątanie, dekorowanie i szykowanie. 

Drogę dojazdową na długości 1 km wysłano gałązkami świerku, najbliższe 

otoczenie kościoła przykrywał dywan z różowych płatków piwonii, a wokół 

kościoła „wyrosły” zielone brzózki. Ołtarze tonęły w 

kwiatach piwonii i jaśminu.

           W szeregu do bierzmowania stali nastolatkowie, dwudziesto- i 

trzydziestolatkowie, a nawet starsi. Była to pierwsza taka parafialna 

uroczystość w okresie powojennym.

            Po zakończonej liturgii nastąpił krótki odpoczynek i posiłek,

a potem ksiądz biskup wraz z towarzyszącymi mu księżmi udał się do sąsiednich 

Dryświat na podobne nabożeństwo.

 

            Każdy rok wzbogacał kościół o coś nowego, aby uczynić go

takim, jakim go zobaczyłam latem 1997 roku. Stare ale nowe świeżością ściany, nowe 

ławki, nowe żyrandole, wymieniono niektóre drzwi, uzupełniono ubytki w 

ołtarzach. Całkowitą nowością jest założenie centralnego ogrzewania i 

doprowadzenie prądu (Wieś została zelektryfikowana po wybudowaniu 

niedużej elektrowni wodnej w Dryświatach w 1953 roku).

           W krótkiej rozmowie z księdzem Alfredem pogratulowałam mu

efektów dobrej, wielkiej roboty. Odpowiedział, że jeszcze dużo trzeba zrobić.

            Oby Pan Bóg podtrzymał w nim zapał i energię w pozyskiwaniu

środków na remont. Myślę, że Polska, a szczególnie ziemia brasławska, może być 

dumna z takich kapłanów.

 Listopad 1999                           Krystyna Baczkowska

 

 

sobota, 21 lutego 2009
73. rocznica ślubu rodziców : Moniki i Napoleona (1936 – 2009)

Dzień 20 lutego 1936 r. był mroźny, wokół  pierzyny białego puchu. W tym dniu przed 73 laty moi rodzice Monika i Napoleon zawarli ślub w kościele w Pelikanach gm.  Dryświaty, pow. brasławski, woj. wileńskie. Mama mieszkała w Korzeniowszczyźnie, kościołem parafialnym były więc Pelikany, co prawda w gm. Opsa ale to tylko kilka km od rodzinnej wsi mojej mamy. To był piękny dzień tak jak w piosence. Mój tata pochodził z Matejkiszek w sąsiedniej gminie Widze w pow. brasławskim. Ślub i wesele jak nakazywała tradycja miał miejsce w domu i parafii panny młodej. Nie wyobrażam sobie innego środka transportu jak sanie zaprzężone w rącze rumaki. W zimowej aurze, na saniach młodzi jadą do kościoła pelikańskiego. Po drodze mijają małą wioskę Prom, tu przejeżdżają przez skutą lodem rzekę Dryświacicę. Dalej przekraczają wieś Rudzie, tu urodził się ojczym mamy Aleksander Szapałowski. Kolejny etap podróży to wieś Trabsze. Tu rzeczka Prorroa wpada do dużego Jeziora Obole. Dalej już są Pelikany położone nad jeziorem o tej samej nazwie. Odległość od Korzeniowszczyzny do Pelikan to ok. 5-6 km. Pierwszy kościół został wybudowany w 1714 r. Obecny kościół w Pelikanach  (parafia p.w. św. Jakuba Apostoła) został wzniesiony w latach 1902 – 1906. Ta piękna świątynia została wybudowana z czerwonej cegły. Ślubu udzielił ks. Jan Rudziński, proboszcz pelikański. Mama miała niespełna 19  a tata skończone 29 lat. Zapewne było popołudnie sobotnie ale dziś kalendarz stuletni wskazuje na inny dzień tygodnia tj. czwartek. Wśród zebranych zapewne byli liczni goście w tym rodzice młodych, rodzeństwo, kuzyni, sąsiedzi i znajomi. Po ślubie wesele w domu młodej w Korzeniowszczyźnie. Bawiono się do białego rana przy dźwiękach zaproszonej orkiestry. Gdyby rodzice żyli obchodzilibyśmy 73. rocznicę zawarcia związku małżeńskiego.


                                        


      W tym kościele w Pelikanach w dniu 20.02.1936 r. moi rodzice
                                wstąpili w związek małżeński

niedziela, 01 lutego 2009
Zenobia Alejun - „Kresowi polscy kapłani – bracia bł. ks. Mieczysław i ks. Stanisław Bohatkiewiczowie”

Przewodnicząca kętrzyńskiego oddziału "Civitas Christiana", Zenobia Alejun, opracowała opublikowaną ostatnio przez wydawnictwo dwutygodnika katolickiego „Posłaniec Warmiński” interesującą książkę „Kresowi polscy kapłani – bracia bł. ks. Mieczysław i ks. Stanisław Bohatkiewiczowie”. Książka jest odpowiedzią na apel Jana Pawła II, który w liście „Tertio millennio ineunte” zwrócił się do wiernych o szukanie świadków, którzy w XX wieku cierpieli lub oddawali swoje życie za Chrystusa. Autorka, pochodząca z ziemi brasławskiej (dziś Białoruś), w dzieciństwie została ochrzczona przez ks. Mieczysława Bohatkiewicza, który właśnie jako świadek wiary oddał życie za Chrystusa i został przez Jana Pawła II wyniesiony na ołtarze wśród 108 błogosławionych. Brat ks. Mieczysława, ks. Stanisław Bohatkiewicz przeszedł katorgę na „nieludzkiej ziemi”, a ostatnie lata życia spędził w Polsce. Książka zawiera zarówno osobiste teksty i obszerne wspomnienia tych bohaterskich księży, jak i liczne wspomnienia ludzi, którzy ich znali, w tym członków ich rodzin oraz byłych parafian, a także bogatą dokumentację fotograficzną. Wydanie książki dofinansował Oddział Warmińsko-Mazurski „Civitas Christiana” w ramach projektu „Swego nie znacie”.

(A)

http://naszglos.civitaschristiana.pl/index.php?type=artykul&rok=2008&str=45&nr=4


piątek, 30 stycznia 2009
Szkoła Powszechna w Pelikanach - 1938 r.



Szkoła Powszechna w Pelikanach gm. Opsa, pow. brasławski, woj. wileńskie, rok 1938. Nad dziewczynką (Cz. ze Strażnicy) niebieski znaczek na krawędzi szafy.

http://www.garnek.pl/helcia44/287821/przedwojenna-szkola
czwartek, 22 stycznia 2009
Widzki Dwór

Wykaz dóbr ziemskich skonfiskowanych przez rządy zaborcze w latach 1773-1867

Widzki Dwór

http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/docmetadata?id=65793&from=&dirids=1&ver_id=1211806&lp=1&QI=AFE9E7A8EA06962DDC39CF35987B046F-1

 

 

Widzki Dwór - gub. Kowieńska - Jelskiego Jana - konfiskaty na Litwie i Rusi po r. 1863

http://www.stankiewicze.com/index.php?kat=23⊂=426


Widzki Dwór
, dwór nad rzeką Marugą, pow. nowoaleksandrowski, w 2 okr. pol., gm. Widze o 45 w. od Nowoaleksandrowska, w 1859 r. 1 dm., 20 mk., młyn wodny; ma400 dzies.(50 lasu, 89 nieuż.). Dawniej własność biskupów wileńskich,nadana przez cesarza Pawła przybyłej z Grecyi rodzinie Pizani, dziś Zofii Pizaniowej.
http://www.mimuw.edu.pl/polszczyzna/SGKP/SG13.djvu?djvuopts&page=29


Piotr Pizani był właścicielem Widzkiego Dworu koło Widz.W roku 1848 uczestniczył w kampanii węgierskiej. Był oficerem armii rosyjskiej w stopniu porucznika.
http://rymszany.blog.onet.pl/


 
1 , 2