Ostatnie wpisy
Zakładki:
Drzewa genealogiczne
Kętrzyn
Korzeniowszczyzna
Mały Dwór (Biedaszki Małe)
Matejkiszki
Olsztyn
Radzewiczowie
Repatriacja
Rodzina w różnych regionach kraju
Toruń
Wspomnienia o mamie
|
niedziela, 06 listopada 2011
Jan Rodziewicz - skarbnik brasławski przed 1714 r.
VIII. W Państwowym Archiwum Historycznym w Wilnie znaleziono wykaz urzędników Wielkiego Księstwa Litewskiego: 7.Jan Rodziewicz – skarbnik brasławski przed 1714.
czwartek, 20 października 2011
Ks. Jan Michał Skardyński - proboszcz parafii Pelikany w latach 1928-1936
Ks. Jan Michał Skardyński urodził się w 1872 roku, został wyświęcony na kapłana w 1900 r., pracował w następujących parafiach: 1902-1906 - filial. parafia Przyjaźń w dekanacie Święciany 1906-1907 - administrator parafii Widzieniszki d. Giedrojcie 1907-1910 - administrator w parafii Łużki w dekanacie Wiszniew 1910-1911 - wikary w parafii Nacza d. Raduń 1911-1912 - wikary w parafii Raduń 1912-1913 - wikary w parafii Twerecz w dekanacie Święciany 1913-1920? - administrator w parafii Surwiliszki dekanat Wiszniew 1927-1928 - proboszcz w Kozaczyźnie 1928-1936 - proboszcz w Pelikanach, (w 1936 r. emeryt w tej parafii, przekazał obowiązki proboszcza następcy ks. Janowi Rudzińskiemu) 1936-1939 - rektor parafii Urbany k. Brasławia. Przypuszczalnie w dniu 20 lutego 1936 r. udzielał ślubu moim rodzicom w kościele w Pelikanach. Fakty z posługi ks. Jana Michała Skardyńskiego w Pelikanach /na podst. relacji mamy Heleny G./ Gdy był odpust w Pelikanach, zjeżdżało się furmankami sporo księży. Gdy trwało czterdziestogodzinne nabożeństwo kościół był otwarty dla wiernych cały czas przez trzy dni. Odprawiano jednocześnie trzy ciche Msze św., każdą przy innym ołtarzu. Inni księża spowiadali. Przenajświętszy Sakrament był wystawiony od świtu do późnego wieczora. Dorośli, dzieci, a także zakonnice świeckie- tercjarki cały czas adorowali Przenajświętszy Sakrament. Księża po Mszy św. szli na plebanię na uroczysty obiad, odpoczywali, grali w brydża, szachy, niektórzy szli do kościoła spowiadać. I tak było przez trzy dni. Raz ksiądz Skardyński, który lubił alkohol, chyba przebrał miarę, bo gdy zbierał na tacę na cmentarzu w pewnym momencie złapał w objęcia jakąś kobietę (która urodą wcale nie grzeszyła) i zaczął ją obcałowywać na oczach wszystkich parafian. Zakrystian, zawsze towarzyszący księdzu podczas zbierania na tacę, pobiegł do kościoła po pomoc. Dwaj księża wybiegli z kościoła i szybko odciągnęli księdza Skardyńskiego od zapeszonej kobiety i poprowadzili na plebanię. W związku z tym, że odprawiano jednocześnie trzy Msze św., w kościele często było słychać dzwonki. Nawet ułożono anegdotę, że raz jedna kobieta słysząc dzwonki i przy jednym ołtarzu bocznym, i przy drugim, uklękła na środku kościoła bokiem do ołtarza głównego i biła się jedną ręką w piersi, a drugą w plecy, powtarzając: ‘Boże bądź miłościw, Boże bądź miłościw i z tyłu, i z przodu’. Chciała w ten sposób uczestniczyć w obu Mszach św. na raz. Po kościele często biegały myszy. Raz jeden żartowniś podrapał klęczącą, owiniętą w wełnianą chustę kobietę, tak jakby to mysz wdrapywała się jej na plecy. Wystraszona kobieta zerwała się na równe nogi, zrzuciła z siebie chustę i zaczęła ją trzepać, bojąc się myszy. Ksiądz Skardyński był pierwszym księdzem, jakiego zapamiętała mama ze swego dzieciństwa. A ze wspomnień jej starszej siostry wiem, że przed nim był ksiądz Malinowski. Ksiądz Skardyński był już w podeszłym wieku. Miał słabość do alkoholu, choć to wcale nie oznacza, że chodził pijany. Po prostu- w trakcie jakiejś gościny, przy zastawionym stole- nie wylewał za kołnierz. Ale nie robił z siebie widowiska. Wszystko było pod kontrolą. Dziadek Alfons Czechowicz- ojciec mojej mamy- całymi dniami przesiadywał na plebani a i księża też często odwiedzali Czechowiczów. Grali wtedy w szachy, w karty. Więc co roku na zakończenie kolędy dziadek urządzał przyjęcie. A po kolędzie nie jeździł sam ksiądz. Oprócz niego był organista i zakrystian. Każdy z nich do swoich sań zbierał kolędę dla siebie- przeważnie były to płody rolne: zboże, ziemniaki, len, wełna itp., co kto mógł ofiarować. Ksiądz jeździł w małych saneczkach, oczywiście z furmanem, a do zbierania kolędy dla księdza służyły duże sanie. Zakrystian zazwyczaj zostawał w kuchni, a ksiądz z organistą wchodzili na pokoje z głośnym śpiewem, ksiądz święcił cały dom. No i, po tej oficjalnej części i po modlitwie, zasiadano do stołu. Mama pamięta, że ksiądz Skardyński zawsze wzbraniał się od alkoholu. Gdy dziadek polewał wódkę, ksiądz zasłaniał ręką kieliszek mówiąc: ‘Panie Czechowicz! Dość, dość, dość, dość!’. Ale palce trzymał tak rozcapierzone, żeby dziadek mógł nalać do pełna. Aż wreszcie, kiedy kieliszek był napełniony po brzegi, z ust księdza wymykało się ostatnie ‘dość’, tym razem wypowiedziane z mocnym naciskiem i jakby zadowoleniem w głosie. W czasie wojny i po jej zakończeniu organista i zakrystian nie towarzyszyli już księdzu w trakcie kolędy. Kolędę dla siebie zbierali na jesieni po wykopkach. Dawniej kancelarię parafialną prowadził organista, a zakrystian, oprócz opiekowania się kościołem, usługiwał księdzu jako furman, gdy ten musiał gdzieś jechać. W Pelikanach żyła uboga kobieta, której przez wiele lat dzieci ciągle umierały. Jakimś cudem udało się tej kobiecie wychować jedną córkę. Kobieta ta ciężko zachorowała. Gdy przyszedł ksiądz z Ostatnim Namaszczeniem, poprosiła go, aby on zaopiekował się jej dzieckiem po jej śmierci. Mąż był pijakiem, za coś siedział w więzieniu, nie mogła na niego liczyć. Ksiądz Skardyński spełnił prośbę umierającej kobiety. Jego podopieczna miała na imię Irka, była starsza od mojej mamy o dwa lata. Ksiądz i jego gospodyni otoczyli Irkę troskliwą opieką. Gospodyni Olesia bardzo przywiązała się do dziewczynki i pokochała ją jak własną córkę. Irka w rozmowie z ludźmi nazywała Olesię opiekunką. Olesia była Litwinką, a i ksiądz Skardyński ponoć wywodził się z Litwinów. W okolicy mieszkało dużo Litwinów. Chcieli oni, aby w pelikańskim kościele powstała litewska chorągiew. Polacy ostro protestowali, jeździli do biskupa ze skargami, ale chorągiew jednak powstała. Na jednej z jej stron był, jak to mama mówi: święty Kaźmierz. Tę chorągiew nosiły Litwinki w czasie procesji. Ubrane były w seledynowe sukienki. Gospodyni księdza nie była lubiana przez parafian przez to, że bardzo źle traktowała ludzi, którzy przychodzili na plebanię. Krzyczała na nich, żeby nie opierali się o ścianę, bo ją brudzą. A ludzie nieraz przemierzali wiele kilometrów w słotę lub zawieję, bo nie było mowy, żeby ktoś opuścił niedzielną Mszę św. z powodu złej pogody. Przychodzili więc na plebanię do kuchni, żeby się ogrzać, przewinąć dziecko lub nakarmić. A tu spotykało ich takie opryskliwe traktowanie. Wkrótce ksiądz Skardyński zaczął głosić po dwa kazania- jedno po polsku a drugie po litewsku. I te dwie sprawy- nielubiana gospodyni i kazania w języku litewskim- spowodowały znowu falę protestów. Znowu parafianie zaczęli jeździć ze skargami do biskupa. No i przeniesiono księdza do innej parafii, niezbyt daleko, bo często przyjeżdżał na odpusty. Po jakimś czasie ksiądz Skardyński zmarł. Uzbierał dla Irki pieniądze dla zabezpieczenia jej przyszłości. Opiekę nad tymi pieniędzmi powierzył Olesi. Olesia po śmierci księdza związała się z tamtejszym organistą. Wyłudził on podstępnie pieniądze od łatwowiernej Olesi (pewnie obiecując małżeństwo). A potem, gdy już wyciągnął pieniądze, wygnał Olesię i Irkę ze swego domu. Po wybuchu wojny w 1939 roku Olesia z Irką wróciły do Pelikan i zamieszkały w domu organisty, który był chyba jakimś krewnym Olesi. Kobiety nie miały żadnych środków do życia. Wynajmowały się do pracy za kawałek chleba. Ale czasem był ‘martwy sezon’. Wtedy Olesia chodziła po prośbie. Często przychodziła do Czechowiczów. Mówiła do babci: ‘Pani Czechowiczowa, daj pani trochę mleka dla mojej Irki. Irka tak chce mleka’. Dostawała od babci mleko, chleb, kawałek słoniny.
piątek, 26 sierpnia 2011
Parafia w Pelikanach
niedziela, 27 lutego 2011
Drzewo genealogiczne Żuromskich (męża Anny Radzewicz)
Genealogia rodziny Żuromskich 1. Wincenty Żuromski 1.1. Kazimierz Żuromski ur. 1898 zm. 4.03.1943 + (1927) Anna Radzewicz ur. 1.1.1. Regina Żuromska ur. 14.04.1928 1.1.2. Jan Żuromski ur. 1929 zm. 2003 + Волкова Maria Ильинична 1.1.2.1. Jan Żuromski 1.1.2.1.1. ?? Żuromski 1.1.2.2. Nikolaj Żuromski ur. 1960 1.1.2.2.1. ?? Żuromski 1.1.3. Henryk Żuromski ur. 02.04.1931 zm. 31.05.1999 + Władysława 1.1.3.1. Czesława Żuromska ur. 05.07.1957 1.1.3.2. Olga Żuromska ur. 1958 1.1.3.3. Roman Żuromski ur. 1960 + Aleksandra (1957) 1.1.3.3.1. Henryk Żuromski ur. 1990 1.1.3.4. Zenon Żuromski 1.1.3.4.1. Warwara Żuromska ur. 1989 1.1.4. Mieczysław Żuromski ur. 1932 zm. 2002 + Teresa Szypiło 1.1.4.1. Kazimierz Żuromski ur. 1959 + Klawdia 1.1.4.1.1. Юрий Żuromski ur. 1986 1.1.4.2. Anton Żuromski ur. 1960 - zm. 11.2010 1.1.4.3. Michał Żuromski ur. 1965 + Swietlana ur. 1966 1.1.4.3.1. Inessa Żuromska 1.1.5. Maria Żuromska ur. 05.08.1934
Lachowie - rodzina Marii Żuromskiej po mężu (zdjęcia) i drzewo genealogiczne
Na poniższym zdjęciu wykonanym w Babaszkach gm. Plusy, pow. brasławski: pierwszy od lewej Michał Lach ur. 1889 r., zm. 1976 r., pierwszy z prawej jego syn Mieczysław ur. 1920 r., zm. ? Na zdjęciu poniżej wykonanym we Władywostoku (Rosja) około 1910-1917 r.: w najwyższym rzędzie stoi (pierwszy z lewej) Michał Lach r. 1889, w drugim rzędzie stoi (drugi z lewej) jego brat Konstantyn Lach.
Genealogia rodziny Lach 1. 1.1. Jan Lach 1.1.1. Michał Lach 1.1.1.1. Mieczysław Lach 1.1.1.1.1. Jan Lach 1.1.1.1.1.1. Юстына Lach 1.1.1.2. Jan Lach 1.1.1.2.1. Oleg Lach 1.1.1.2.1.1. Swietlana Lach 1.1.1.2.1.2. Olesia Lach 1.1.1.2.2. Igor Lach 1.1.1.2.2.1. Robert Lach 1.1.1.3. Alejza Lach 1.1.1.3.1. Vladimir Lach 1.1.1.3.1.1. Aleksandra Lach 1.1.2 Iosif Lach + Helena Czernomorda 1.1.2.1. Jan Lach 1946 + Мурашко Modesta Игнатьевна 1.1.2.1.1. Irena Lach 1.1.3. Tadeusz Lach + ?? 1.1.3.1. Zenaida Lach 1.1.4. Anton Lach + Maria 1.1.4.1. Edward Lach + Maria 1.1.4.1.1. Jadwiga Lach 1.1.4.1.2. Maria Lach 1.1.4.2. Anton Lach + Polina 1.1.4.2.1. ?? 1.1.4.2.2. ?? 1.1.5. Konstantyn Lach + Maria 1.1.5.1. Józef Lach (1925) 1.1.5.2. Stanisława Lach 1.1.5.3. Mieczysław Lach 1.1.5.4. Roman Lach + Wiara 1.1.5.4.1. Sergiusz Lach 1.1.5.5. Jan Lach + Halina 1.1.5.5.1. ?? 1.1.5.5.2. ?? 1.1.5.5.3. ?? 1.1.5.5.4. ?? 1.1.5.5.5. ?? 1.1.5.6. Lach Томаш + Станислава 1.1.5.7. Franciszak Lach 1.1.5.8. Anna Lach 1.1.5.9. Maria Lach 1.1.5.10. Lach Леонид 1.2. ?? 1.2.1. Mieczysław Lach
niedziela, 09 stycznia 2011
środa, 15 grudnia 2010
Rodzinne dokumenty, w tym metryki urodzenia z parafii Pelikany
Metryka urodzenia wujka ur. w 1903 r. w Łotoczkach została wydana przez proboszcza pelikańskiego ks. Stanisława Bohatkiewicza w 1944 r. Akt urodzenia cioci ur. 1922 r. w Korzeniowszczyźnie wydany przez proboszcza w Pelikanach ks. Stanisława Bohatkiewicza w 1941 r. Dokument ustalający treść aktu urodzenia wujka ur. 1917 r. w Macelanach w parafii Dryświaty Orzeczenie lekarskie dot. przyczyny śmierci Olka z 1948 r.
niedziela, 28 listopada 2010
Ks. Jan Michał Skardyński - proboszcz pelikański w latach 1928-1936 i 1938/1939
Ks. Jan Michał Skardyński urodził się w 1872 r., wyświęcony na kapłana w 1900 r. W okresie 1912 do maja 1913 r. był wikariuszem w parafii Twerecz. W latach 1913 -1920 r. był administratorem w Surwiliszkach dekanat Wiszniew po ks. proboszczu Janie Skrodzis, zwolnionym z posady na własną prośbę. W okresie 1927-1928 był proboszczem w Kozaczyźnie. W latach 1928-1936 r. był proboszczem w Pelikanach (w 1936 był ks. emerytem w Pelikanach). Przypuszczalnie ks. ten udzielał ślubu mojej mamie i tacie w kościele w Pelikanach w dniu 20.02.1936 r. Przekazał obowiązki następcy ks. Janowi Rudzińskiemu. W latach 1936-1939 r. był rektorem kościoła w Urbanach k. Brasławia. eo Gdy był odpust w Pelikanach, zjeżdżało się furmankami sporo księży. Gdy trwało czterdziestogodzinne nabożeństwo kościół był otwarty dla wiernych cały czas przez trzy dni. Odprawiano jednocześnie trzy ciche Msze św., każdą przy innym ołtarzu. Inni księża spowiadali. Przenajświętszy Sakrament był wystawiony od świtu do późnego wieczora. Dorośli, dzieci, a także zakonnice świeckie- tercjarki cały czas adorowali Przenajświętszy Sakrament. Księża po Mszy św. szli na plebanię na uroczysty obiad, odpoczywali, grali w brydża, szachy, niektórzy szli do kościoła spowiadać. I tak było przez trzy dni. Raz ksiądz Skardyński, który lubił alkohol, chyba przebrał miarę, bo gdy zbierał na tacę na cmentarzu w pewnym momencie złapał w objęcia jakąś kobietę (która urodą wcale nie grzeszyła) i zaczął ją obcałowywać na oczach wszystkich parafian. Zakrystian, zawsze towarzyszący księdzu podczas zbierania na tacę, pobiegł do kościoła po pomoc. Dwaj księża wybiegli z kościoła i szybko odciągnęli księdza Skardyńskiego od zapeszonej kobiety i poprowadzili na plebanię. Ksiądz Skardyński był pierwszym księdzem, jakiego zapamiętała mama ze swego dzieciństwa. Ksiądz Skardyński był już w podeszłym wieku. Miał słabość do alkoholu, choć to wcale nie oznacza, że chodził pijany. Po prostu- w trakcie jakiejś gościny, przy zastawionym stole- nie wylewał za kołnierz. Ale nie robił z siebie widowiska. Wszystko było pod kontrolą. Dziadek Alfons Czechowicz - ojciec mojej mamy- całymi dniami przesiadywał na plebani a i księża też często odwiedzali Czechowiczów. Grali wtedy w szachy, w karty. Więc co roku na zakończenie kolędy dziadek urządzał przyjęcie. A po kolędzie nie jeździł sam ksiądz. Oprócz niego był organista i zakrystian. Każdy z nich do swoich sań zbierał kolędę dla siebie- przeważnie były to płody rolne: zboże, ziemniaki, len, wełna itp., co kto mógł ofiarować. Ksiądz jeździł w małych saneczkach, oczywiście z furmanem, a do zbierania kolędy dla księdza służyły duże sanie. Zakrystian zazwyczaj zostawał w kuchni, a ksiądz z organistą wchodzili na pokoje z głośnym śpiewem, ksiądz święcił cały dom. No i, po tej oficjalnej części i po modlitwie, zasiadano do stołu. Mama pamięta, że ksiądz Skardyński zawsze wzbraniał się od alkoholu. Gdy dziadek polewał wódkę, ksiądz zasłaniał ręką kieliszek mówiąc: ‘Panie Czechowicz! Dość, dość, dość, dość!’. Ale palce trzymał tak rozcapierzone, żeby dziadek mógł nalać do pełna. Aż wreszcie, kiedy kieliszek był napełniony po brzegi, z ust księdza wymykało się ostatnie ‘dość’, tym razem wypowiedziane z mocnym naciskiem i jakby zadowoleniem w głosie. W Pelikanach żyła uboga kobieta, której przez wiele lat dzieci ciągle umierały. Jakimś cudem udało się tej kobiecie wychować jedną córkę. Kobieta ta ciężko zachorowała. Gdy przyszedł ksiądz Skardyński z Ostatnim Namaszczeniem, poprosiła go, aby on zaopiekował się jej dzieckiem po jej śmierci. Mąż był pijakiem, za coś siedział w więzieniu, nie mogła na niego liczyć. Ksiądz spełnił prośbę umierającej kobiety. Jego podopieczna miała na imię Irka, była starsza od mojej mamy o dwa lata. Ksiądz i jego gospodyni otoczyli Irkę troskliwą opieką. Gospodyni Olesia bardzo przywiązała się do dziewczynki i pokochała ją jak własną córkę. Irka w rozmowie z ludźmi nazywała Olesię opiekunką. Olesia była Litwinką, a i ksiądz Skardyński ponoć wywodził się z Litwinów. W okolicy mieszkało dużo Litwinów. Chcieli oni, aby w pelikańskim kościele powstała litewska chorągiew. Polacy ostro protestowali, jeździli do biskupa ze skargami, ale chorągiew jednak powstała. Na jednej z jej stron był, jak to mama mówi: święty Kaźmierz. Tę chorągiew nosiły Litwinki w czasie procesji. Ubrane były w seledynowe sukienki. Gospodyni księdza nie była lubiana przez parafian przez to, że bardzo źle traktowała ludzi, którzy przychodzili na plebanię. Krzyczała na nich, żeby nie opierali się o ścianę, bo ją brudzą. A ludzie nieraz przemierzali wiele kilometrów w słotę lub zawieję, bo nie było mowy, żeby ktoś opuścił niedzielną Mszę św. z powodu złej pogody. Przychodzili więc na plebanię do kuchni, żeby się ogrzać, przewinąć dziecko lub nakarmić. A tu spotykało ich takie opryskliwe traktowanie. Wkrótce ksiądz Skardyński zaczął głosić po dwa kazania - jedno po polsku a drugie po litewsku. I te dwie sprawy - nielubiana gospodyni i kazania w języku litewskim - spowodowały znowu falę protestów. Znowu parafianie zaczęli jeździć ze skargami do biskupa. No i przeniesiono księdza do innej parafii (Urbany), niezbyt daleko, bo często przyjeżdżał na odpusty. Po jakimś czasie ksiądz Skardyński zmarł. Uzbierał dla Irki pieniądze dla zabezpieczenia jej przyszłości. Opiekę nad tymi pieniędzmi powierzył Olesi. Olesia po śmierci księdza związała się z tamtejszym organistą. Wyłudził on podstępnie pieniądze od łatwowiernej Olesi (pewnie obiecując małżeństwo). A potem, gdy już wyciągnął pieniądze, wygnał Olesię i Irkę ze swego domu. Po wybuchu wojny w 1939 roku Olesia z Irką wróciły do Pelikan i zamieszkały w domu organisty, który był chyba jakimś krewnym Olesi. Kobiety nie miały żadnych środków do życia. Wynajmowały się do pracy za kawałek chleba. Ale czasem był ‘martwy sezon’. Wtedy Olesia chodziła po prośbie. Często przychodziła do Czechowiczów. Mówiła do babci: ‘Pani Czechowiczowa, daj pani trochę mleka dla mojej Irki. Irka tak chce mleka’. Dostawała od babci mleko, chleb, kawałek słoniny. Po księdzu Skardyńskim przyszedł na parafię ksiądz Bolesław Zabłudowski. Ze wspomnień Ireny Matowicz zd. Czechowicz
sobota, 06 marca 2010
piątek, 05 lutego 2010
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||